Bp Antoni Baraniak: więzień na Rakowieckiej

Biskup Antoni Baraniak został aresztowany razem z prymasem Stefanem Wyszyńskim w nocy z 25 na 26 września 1953 roku. Znalazł się w osławionym więzieniu przy Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie. W czasie śledztwa przesłuchiwano go blisko 150 razy. Był poddawany brutalnym torturom tak psychicznym, jak i fizycznym.
 

Ten tekst jest fragmentem książki Jarosława Wąsowicza „Defensor Ecclesiae. Arcybiskup Antoni Baraniak (1904–1977). Salezjańskie koleje życia i posługi metropolity poznańskiego”.

Aktywność duszpasterska bp. Baraniaka została przerwana jego aresztowaniem 26 września 1953 r. Wydarzenia, jakie rozegrały się w pałacu arcybiskupów warszawskich przy ul. Miodowej w Warszawie w nocy z 25 na 26 września 1953 r., są dobrze znane z relacji prymasa, bp. Baraniaka, ks. Goździewicza oraz z dokumentów wytworzonych przez aparat bezpieczeństwa, a także powstałych w późniejszym czasie opracowań. Komuniści na dzień pozbawienia wolności kard. Wyszyńskiego i kierownika Sekretariatu Prymasa Polski wybrali 25 września, kiedy w kalendarzu liturgicznym przypadła uroczystość patrona stolicy – bł. Władysława z Gielniowa.

Dla prymasa i jego otoczenia to był bardzo pracowity czas. Kardynał Wyszyński po zakończonych uroczystościach w kościele akademickim pw. św. Anny powrócił do swojej siedziby po 21.30, a już pół godziny później do pałacu przy ul. Miodowej zaczęli dobijać się funkcjonariusze UB, twierdząc, że przynieśli pismo do bp. Baraniaka od ministra Antoniego Bidy, dyrektora Urzędu ds. Wyznań. Niebawem wdarli się do pałacu arcybiskupów i przedstawili prymasowi nakaz opuszczenia miasta oraz nakazali mu się spakować. Wkrótce do kard. Wyszyńskiego funkcjonariusze przyprowadzili bp. Antoniego Baraniaka. W ich obecności prymas wypowiedział wówczas w stronę kierownika swojego sekretariatu następującą deklarację:

Ci panowie mnie zabierają. Proszę powiedzieć o wszystkim Episkopatowi. Panowie mnie pytali, kogo tu zostawiam na gospodarstwie; odpowiedziałem, że zostawiam tu Księdza Biskupa. Ja, jako arcybiskup gnieźnieński i warszawski, Prymas Polski, kardynał, legat Stolicy Apostolskiej ze specjalnymi uprawnieniami na wszystkie diecezje i diecezje zachodnie oświadczam, że nie rezygnuję z tych stanowisk. Za konsekwencje mojego usunięcia niech ponoszą odpowiedzialność ci, którzy wydali taki rozkaz. Panowie mnie pytali jeszcze, co chcę z sobą zabrać, odpowiedziałem, że nic. Nic mi nie potrzeba. Ekscelencjo, mówiłem już siostrze Maksencji i powtarzam to: Proszę powiedzieć biskupowi Choromańskiemu: gdybym postawiony został przed sądem, to nie życzę sobie żadnych adwokatów, żadnej obrony, sam się bronił będę. Gdyby mimo to starano się dla mnie o adwokatów, o obronę, to wiedzcie o tym, że to niezgodne z moją wolą, wbrew mojej woli.

Następnie funkcjonariusze UB wyprowadzili bp. Baraniaka do innego pokoju, pozostawiając kard. Wyszyńskiego samego, aby mógł przygotować swoje rzeczy. Prymas ani bp Baraniak nie przypuszczali wówczas, że od tego momentu zostają rozdzieleni na kilka lat, a kardynał Wyszyński dopiero w Komańczy dowiedział się o aresztowaniu swojego współpracownika. Wcześniej domyślał się, że coś niedobrego musi się dziać z bp. Antonim, ale konkretne informacje o jego losach dotarły do prymasa na ostatnim etapie internowania. Najbliższa rodzina dowiedziała się o jego aresztowaniu z prasy. Siostrzeniec biskupa wspominał po latach: „Pojechaliśmy z moją mamą do Jarocina, by zamówić pomnik na grób rodziców arcybiskupa. Tam kupiliśmy gazetę, usiedliśmy w parku i zaczęliśmy czytać. I z gazety dowiedzieliśmy się, w tym parku, o tym, że wuj został aresztowany”. Salezjanie natomiast, dzięki zaangażowaniu w Sekretariacie Prymasa Polski ks. Leona Szały, wiedzieli o sprawie niemal od razu.

Biskup Antoni Baraniak w relacji sporządzonej w 1974 r. na podstawie osobistych notatek tak opisywał moment swojego uwięzienia:

Nad ranem zjawił się jakiś oficer (jeden czy dwóch) i zaprowadzili mnie do mojego pokoju na I piętrze. Najpierw pogrzebali w różnych rzeczach i papierach, potem odczytał jeden z ubowców postanowienie prokuratury wojskowej, „że jestem aresztowany”, ale papierka nie dali. Kazali mi się ubrać. Na pytanie, jak się ubrać, jeden z nich odrzekł: „raczej ciepło!”. Kiedy mnie sprowadzili na dół, w całym domu, na schodach i przy schodach kręciło się pełno ubowców. […] W samochodzie, który stał przed domem, kazali mi usiąść za szoferem; wsiadło też dwóch ubowców. Krążyli dość długo po mieście, aż w okolicy placu Trzech Krzyży wylądowali na Alejach Ujazdowskich. Przystanęli dopiero przy Ministerstwie Bezpieczeństwa, na rogu ulicy Koszykowej. Jeden z ubowców wyszedł z samochodu i zniknął w bramie ministerstwa. Dość długo nie wracał. Powrócił wreszcie i samochód popędził na ul. Rakowiecką, do bramy więzienia, która otwarła się za małą chwilę. Doprowadzono mnie prosto do depozytu, gdzie zabrano moją teczkę z bielizną, wszystkie insygnia biskupie i wszystko, co miałem w kieszeniach, z różańcem włącznie, oraz pieniądze, które ubowcy zabrali z mojego pokoju oraz sypialni. Zaprowadzono mnie do pustej betonowej celi, w której była prycza, taboret, dzban wody z miednicą i kibel. Groźnie skrzypiał potężny klucz w żelaznych drzwiach i wreszcie nastała cisza. Przez zakratowane okno i matowe szybki, z góry zaglądał ponury poranek 26 września 1953 r.

Więzienie przy ul. Rakowieckiej na Mokotowie w Warszawie cieszyło się wówczas złą sławą i mogło wzbudzać przerażenie każdego, kto był w tych latach tam przywieziony i osadzony. Do 1956 r. było ono centralnym więzieniem dla więźniów politycznych w Polsce i podlegało Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Przebywali tu m.in. żołnierze AK i polskich formacji wojskowych na Zachodzie, działacze niepodległościowi, liczni duchowni. Według oficjalnych danych w tym okresie wykonano tu 350 wyroków śmierci, inni więźniowie umierali w wyniku tortur.

Tymczasem w sobotę 26 września do godz. 19.00 trwała rewizja pałacu arcybiskupów warszawskich, podczas której zarekwirowano niektóre dokumenty z ;Sekretariatu Prymasa Polski. Przez cały dzień nie wpuszczano do prymasowskiej siedziby pracowników dochodzących z miasta. W tym samym dniu bp Choromański został wezwany na rozmowę z wicepremierem Józefem Cyrankiewiczem, w trakcie której poinformowano go, że rząd zakazał kard. Wyszyńskiemu sprawowania funkcji związanych z jego stanowiskami kościelnymi. Na rozmowę z Cyrankiewiczem zostali także wezwani biskupi Klepacz i Zakrzewski. Podobnie w niedzielę 27 września doszło do czterech konferencji delegacji Episkopatu z ówczesnym wicepremierem. Biskupi próbowali stawać w ;obronie prymasa, jednak z ;ust adwersarza wciąż słyszeli tylko zarzuty i ;wysuwane w ;związku z ;zatrzymaniem kard. Wyszyńskiego żądania wobec Episkopatu. Z zachowanych dokumentów nie wynika, aby na wspomnianych spotkaniach pojawiła się sprawa aresztowania bp. Baraniaka. Podobnie na posiedzeniach Rady Głównej EP, które odbyły się w dniach 27 i 28 września, koncentrowano się raczej na relacjonowaniu przez bp. Choromańskiego spotkań delegacji biskupów z Cyrankiewiczem oraz dyskusji, co robić wobec zaistniałej sytuacji i kogo wybrać na przewodniczącego Episkopatu. Ostatecznie pod wyraźnym wskazaniem rządu 28 września 1953r. na stanowisko to został „wybrany” bp Michał Klepacz.

Dzień później Stanisław Radkiewicz, minister bezpieczeństwa publicznego, wypowiadając się o aresztowaniu bp. Baraniaka, powiedział, że prymasowski sekretarz to „znany przez ogół księży ze swej zaciętej wrogości wobec Polski Ludowej, skompromitowany w procesie Kaczmarka, zausznik Watykanu i Wyszyńskiego”. W tych dniach w niewielu kościołach w Polsce upomniano się o pozbawionych wolności prymasa kard. Wyszyńskiego i bp. Baraniaka. Władze odnotowały pojawienie się w Warszawie i Markach pojedynczych ulotek z hasłami: „Ludu Polski, Katolicy, w więzieniu męczy się Ksiądz Prymas i ks. biskup Baraniak. Żądajcie, aby ich uwolnili, i módlcie się za nich. Piszcie do gazet i do władz – z Bogiem”; „Żądamy uwolnienia Księdza Prymasa i bp. Baraniaka. Niech żyje Maryja Królowa Korony Polskiej”; „Kochani Rodacy. Żądajcie uwolnienia Księdza Prymasa i bp. Baraniaka – sekretarza ks. prymasa Wyszyńskiego. Czy możemy pozwolić, aby komuniści znęcali się nad nimi? Zastanówcie się nad tym”. Wobec, delikatnie ujmując, zachowawczego stanowiska Episkopatu w związku z zaistniałą sytuacją zarówno kard. Wyszyński, jak i bp Baraniak zostali osamotnieni na co najmniej kilkanaście miesięcy w swojej męczeńskiej drodze.

Postanowieniem Naczelnej Prokuratury Wojskowej z 26 września 1953 r. bp Antoni Baraniak został poddany tymczasowemu aresztowi, ale na wniosek Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie był on kilkakrotnie przedłużany. Kolejno miało to miejsce 30 marca 1954 r., 25 czerwca 1954 r., 24 września 1954 r., 22 grudnia 1954 r., 25 kwietnia 1955 r., 2 czerwca 1955 r. i 3 września 1955 r. Śledztwo przeciwko biskupowi prowadził Departament VII Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego.

Na Rakowieckiej w Warszawie bp. Baraniaka przesłuchiwano łącznie 145 razy, nieraz po kilkanaście godzin dziennie. Ograniczyć się więc w tym miejscu należy do ogólnego omówienia, koncentrując się na kilku wątkach. Głównie zarzuty stawiane bp. Baraniakowi dotyczyły pośredniczenia w kontaktach kard. Hlonda z przywódcami „kontrrewolucyjnego” Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” oraz przekazywania do Stolicy Apostolskiej informacji o stosunkach między państwem a Kościołem, a także sprawozdań z sytuacji w poszczególnych diecezjach. Zwłaszcza te ostatnie uznać należy za absurdalne z tego powodu, iż każdy partykularny Kościół na świecie przesyła regularnie sprawozdania do Stolicy Apostolskiej i do poszczególnych dykasterii Kurii Rzymskiej. Podobnie czynią prowincje zakonne, które regularnie wysyłają dokumenty do swoich domów generalnych. Komuniści jednak wykorzystywali ten fakt, aby biskupów i innych duchownych oskarżać o szpiegostwo na rzecz Watykanu. Przygotowanie takich sprawozdań w wypadku bp. Baraniaka wiązało się z funkcją, jaką sprawował przy prymasach Polski kard. Hlondzie i kard. Wyszyńskim. REKLAMAPo aresztowaniu bp. Antoniego Baraniaka, równolegle do jego przesłuchań, podczas prowadzonego śledztwa w charakterze świadków wzywano przeróżne osoby, bardziej lub mniej z nim związane, od których starano się wyciągnąć informacje potwierdzające zarzuty wysuwane wobec kierownika Sekretariatu Prymasa Polski. Część z nich była w tym samym czasie więziona i torturowana na ul. Rakowieckiej w Warszawie. W większości przypadków zeznawali oni o sprawach oczywistych i ogólnie znanych, które wynikały ze wspomnianych już powyżej obowiązków Baraniaka jako sekretarza i kapelana. Te zeznania nie przyniosły mu szkody. Pojawiły się jednak i takie, które sprawiały wrażenie składanych na zamówienie władz i potwierdzały absurdalne zarzuty postawione biskupowi.

Defensor Ecclesiae. Arcybiskup Antoni Baraniak (1904-1977). Salezjańskie koleje życia i posługi metropolity poznańskiego

Przewijanie do góry